XXVI Tydzień zwykły
Dwudziesta Szósta Niedziela zwykła
Rok A, II
Kolor szat: zielony
Ewangelia (Mt 21, 28-32)
Grzesznicy uwierzyli Janowi

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: «Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: „Dziecko, idź i pracuj dzisiaj w winnicy”. Ten odpowiedział: „Idę, panie!”, lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: „Nie chcę”. Później jednak opamiętał się i poszedł. Który z tych dwóch spełnił wolę ojca?» Mówią Mu: «Ten drugi».
Wtedy Jezus rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wy mu nie uwierzyliście. Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć».
Felieton dla TVP3 Katowice. 27. 09. 26. Mt 21, 28-32
Drodzy widzowie.
Pierwszy mówi „nie”, a potem idzie pracować; drugi mówi „tak”, ale nie robi nic. Jakie to aktualne w czasach deklaracji, wizerunku, politycznych obietnic czy publicznie manifestowanej religijności. Współczesny trop brzmi mocno – to nie deklaracje, a czyny pokazują, kim jestem naprawdę.
„Tak” bez czynu, to rodzaj kłamstwa. Dziś premiowane są deklaracje: „jestem za”, „popieram”, „solidaryzuję się”. Jezus przesuwa ciężar ze słów na czyny. Św. Franciszek z Asyżu miał powiedzieć: „Głoś Ewangelię zawsze; jeśli trzeba, używaj słów”.
Pierwszy początkowo odmawia, ale się opamiętuje. Zdanie zawsze jednak mogę jednak zmienić na lepsze. Ewangelia nie zamyka nikogo w wczorajszym „nie”. Pasuje tu myśl Henry’ego Newmana: „Żyć to zmieniać się, a być doskonałym to zmieniać się często.”
Najbardziej niebezpieczna jest przyzwoitość na pokaz. Drugi wie, co powiedzieć. Problemem nie jest brak poprawnych słów, ale rozdźwięk między nimi, a życiem. Dobrze oddaje to myśl Sørena Kierkegaarda: chrześcijaństwo nie jest przede wszystkim doktryną do podziwiania, ale zadaniem do wykonania w życiu.
To mocne stwierdzenie, że celnicy i nierządnice wyprzedzają religijnych przywódców w drodze do królestwa Bożego burzy ranking „porządnych ludzi”. Dziś brzmi ono tak samo prowokacyjne, jak wtedy. Ten o złej reputacji, co naprawdę się zmienia, może być bliżej Boga niż ten o nieskazitelnym wizerunku, co pozostaje niewrażliwy.
Gdyby odjąć nasze posty, deklaracje, poglądy, religijne słownictwo i zapewnienia – co z mojej, naszej wiary zostałoby w czynach? Pomoc komuś? Przebaczenie? Uczciwość, kiedy nikt nie patrzy? Czas oddany drugiemu człowiekowi? Rezygnacja z własnej wygody?
Bóg nie pyta, czy powiedziałeś Mu „tak”. Pyta, co zrobiłeś po tym „tak”.
Ta przypowieść przypomina: nie to, co mówię o sobie, ale to, co robię pokazuje, jakim jestem. I dobrze znany ten mechanizm. W kryzysie mówimy o solidarności, dopóki nie trzeba zrezygnować z części własnej wygody. Jesteśmy za uczciwością, dopóki uczciwość nie zaczyna kosztować. Popieramy pomoc słabszym, dopóki nie wymaga czasu, pieniędzy czy zmiany własnych planów.
Wartości są stosunkowo łatwe, dopóki pozostają tylko słowami. Ich prawdziwą cenę widać, gdy trzeba zapłacić własnym czasem, wygodą, ambicją czy interesem.
Jezus nie pyta, który wypadł lepiej. Oceniając pierwsze wrażenie, drugi zdecydowanie wygrywa. Uprzejmy, posłuszny, mówi to, co powinien powiedzieć. Pierwszy wypada fatalnie: buntuje się, odmawia. A jednak to on ostatecznie wykonuje wolę ojca.
To ważna przestroga. Nie wszystko, co dobrze wygląda, jest dobre. I nie każdy, kto pięknie mówi o wartościach, według nich żyje.
Czasami bardziej ewangeliczne okazuje się nieporadne „nie”, po którym zaczynam się zmieniać, niż piękne i publiczne „tak”, po którym nie zmienia się nic.Ta Ewangelia mówi coś niezwykle ważnego: jestem zdolny do przemiany.Nie jestem wyłącznie tym, co zrobiłem wczoraj. Ważne jest to, co zrobię dzisiaj świadomy własnego błędu. Bo ostatecznie życie pisze się nie deklaracjami, ale decyzjami.