Dnia 20 sierpnia 2016 r., odbył się kolejny parafialny rajd rowerowy, tym razem trasa zaplanowana była na Polanę śmierci w Dąbrówce. Całość trasy wyniosła 86 km. W rajdzie uczestniczyły 32 osoby. Pomimo sporego dystansu w rajdzie wzięli udział reprezentanci różnych pokoleń. Słoneczna pogoda towarzyszyła rowerzystom cały dzień.
W miejscu pamięci narodowej – Śląskim Katyniu o godzinie 12.00 odmówiliśmy koronkę ku pamięci wszystkich zamordowanych.
W drodze powrotnej zajechaliśmy do zamku w Toszku, by przez chwilę odpocząć i zebrać siły na dalsze kilometry.
Nasza meta była jak zawsze w Ogrodzie Farskim, gdzie ks. Proboszcz zorganizował dla wszystkich strudzonych rowerzystów grila.
Było smacznie i wesoło.
Opis miejsca:
W maju 1945 roku zakończyła się II wojna światowa. Dla Polski oznaczało to koniec okrutnej, niemieckiej okupacji, którą zastąpiła nowa, radziecka, narzucona przy pomocy polskich komunistów. Z komunistycznym porządkiem nie pogodziło się jednak wielu żołnierzy podziemia niepodległościowego, głównie z Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych. Częstokroć nie ujawniali się oni lub powracali do konspiracji i działalności partyzanckiej. Jeden z największych oddziałów zorganizował kapitan Henryk Flame, podczas wojny walczący w szeregach narodowych Sił Zbrojnych (NSZ). Wiosną 1945 roku przyjął on pseudonim „Bartek”, a w swoim oddziale skupił około 300 żołnierzy, z których wielu pochodziło z góralskich wiosek. Terenem działalności „Bartka” były m.in. góry Beskidu Śląskiego. Latem 1946 roku komunistyczne służby bezpieczeństwa miały już rozpracowane dowództwo NSZ, postanowiły więc przystąpić do likwidacji oddziału „Bartka”. Agenci UB przekonali go, aby zgodził się na przerzut żołnierzy na Zachód. Akcja została przeprowadzona pod koniec września 1946 roku. Około 200 żołnierzy podziemia przetransportowano podstawionymi ciężarówkami do kilku miejsc na Śląsku, jak się miało okazać – miejsc kaźni. Wśród nich była polana znajdująca się w kompleksie leśnym pomiędzy wioskami Barut i Dąbrówka. Niczego nie podejrzewających członków AK i NSZ, a także aresztowanych żołnierzy, którzy powrócili z Zachodu do kraju, zgromadzono w jednym budynku i wysadzono przy użyciu materiałów wybuchowych. Dochodzenie prokuratorskie z początku lat 90. XX w. nie wykazało żadnych materialnych śladów tej tragedii. Do dziś nie wiadomo, ile ofiar pogrzebano na polanie w rezerwacie „Hubert”. Wciąż trwają poszukiwania innych miejsc mordu. Co roku, we wrześniu, na leśnej polanie odbywa się msza święta w intencji pomordowanych.











